Dziś zacząłem urlopik który potrwa do końca roku, zatem, jak już minie świąteczna zawierucha, a pogoda nadal będzie sprzyjać, mam w planach trochę może podziałać z instalacją. Za to dzisiaj w końcu zarejestrowałem przyczepę, ponad pół roku mi to zajęło
Chciałem wyprostować vin bo mimo nowego dowodu jest krótki, zajechałem więc do diagnosty, no i zaczęły się kłopoty, norma...
Rozpoczął od wynużeń na temat braku masy własnej, bo w rubrykach było tylko dmc, potem mądrości po co chce zmieniać, że trzeba na wagę najpierw jechać, że ze zdjęcia to mi tego vinu nie przepisze, trzeba przyczepa przyjechać(ciekawe jak bez kół i opon

). Nie mam nerwow na to więc pożyczyłem wesołych świąt i w drogę do WK spodziewając się następnych problemów ze zbyt małą ilością danych.
Na miejscu okazało się, że Pan sobie znalazł masę własną we własnym zakresie, wpisał 610kg, dmc 720 i bez problemów zarejestrował. Rozochocony, w przypływie optymizmu zapytałem co tam trzeba żeby ten vin długi do dowodu wpisać(udając greka).
A po co? Pyta, a no bo się przecież nie zgadza dowód z dyszlem, bo za granicą, bo wczasy zepsute, aresztowania, możliwy gwałt w takim areszcie, pytam czy oglądał te programy o więzieniach za granicą... Zadziałało.
Podszedł zawołać koleżankę, podchodzi, więc mówie jej o co proszę, a ona :
A po co? Przecież tutaj wszystko jest w porządku

Dobra, mówię, nie było tematu

Tak skończyła się moja historia długiego vinu, chociaż w zasadzie masę już mam, więc mi nie będzie sapał o wagę, to może jak mi to widmo gwałtu stanie bliżej przed oczami wysupłam te 140 zł i trochę nerwów żeby to jednak załatwić.
Na razie w głowie dudni mi zdanie " po co?"
Koniec, końców jest już fanklubowa ramka i nowa blaszka