W sobotni poranek ogłosiłem z ukochaną "wotum nieufności dla zimy!!!" a konkretnie to że co by się nie działo jedziemy do Niewiadki ROBIĆ
Na "szczęście" trafiło nam się tak że chyba drogą na działkę gdzie nasza budka stoi nikt chyba od jesieni nie jechał i po "przełaju" jaki dzielnie zniosła
nasza Asterka (chyba ma ukryte 4x4) uznaliśmy że utknęliśmy tu na dobre i nie ma możliwości powrotu do domu w dniu dzisiejszym.
Uzbrojeni w mały olejaczek wymieniony wcześniej+ grzejnik halogenowy 3x400W jako "szybkie natarcie" zabraliśmy się do roboty:)

Jak widać ping pong nieźle obrywał spadającym z dachu śniegiem ale jakoś dotrwał do tego pięknego i wiosennego popołudnia bez uszczerbku na skorupie.
Zaczęliśmy od zasłonek które uszyła Ania - na fotkach już wiszą (nie uprasowane bo to przymiarka) - ale wpadliśmy na pomysł żeby zrobić pętelkę w nich też na dole i naciągnąć na tą linkę tak samo jak na górze żeby tak nie zwisały.
Pierwotnie miały być roletki ale po namyśle zostaliśmy przy zasłonkach ze względów na praktyczną możliwość wyprania lub wymiany niewielkim kosztem.
Potem małe przegrupowanie elementów i narzędzi o do roboty.

Na termometrze ustawionym na stole widać że po 40 minutach od rozpoczęcia akcji i grzaniu olejaczkiem i 400W halogenem mieliśmy już na pokładzie 23'C
i z halogena już można było zrezygnować. A więc izolacja ścian ekranami sprawdzą się jak najbardziej...
Do wieczorka mieliśmy gotowe oświetlenie z pasków LED części "salonowej" naszej cepki.

Nadszedł moment w którym trzeba było podjąć decyzję czy naprawdę zostajemy w przyczepce skoro temperatura spadła do -5'C?

Zostaliśmy. Tak naprawdę do dogrzania działał cały czas olejaczek i na chwile włączany "halogen" na 400W w momentach otwierania drzwi i wpuszczania
"zimy".
W niedzielę od "rana" bo naprawdę komfortowym śnie przyszła pora na kolejne działania. I tak wyprowadziłem zasilanie przyczepki
do kufra. Czyli tam kończy się wtyczka 230V i tam będą wpinane przedłużacze. Zawsze to złącze będzie chronione przed deszczem a że gazu nie planuję
to miejsce jest. Dodatkowo w kufrze znalazł swoje miejsce akumulator 55Ah 12V i dociągnąłem przewody do centralki zasilania umieszczonej jeszcze luzem w sali tronowej.

Akumulator się ładuje...zasilanie działa...wszystko gra i buczy... trochę.... wiatraczek w zasilaczu rezonuje... ale zobaczymy co z nim zrobię;).
Zostało jeszcze zamontowanie gniazd zapalniczkowych i doprowadzenie do nich przewodów, "odbiór" zasilania ze świateł pozycyjnych przyczepy oraz ze 2 gniazda 230V na poczet czajniczka, piecyka itp.
A tak wygląda porównanie świecenia paska LED z oryginalną lampą z żarówkami rurkowymi. Oczywiście i nowa i stara instalacja zostaje, a że włącza się nią oddzielnie to do wyboru

do koloru;).
Czekamy do następnego weekendu... może okoliczności pozwolą się wyrwać na małą harówkę przy przyczepce.
Na koniec mogę tylko dodać żeby nie było tak ładnie i kolorowo że tuż przed wyjazdem w niedzielę w nocy dopompowałem nasz "hydrofor" żeby zlać wodę ze zbiornika a że drzwi były już otwarte i wężyki wodne zesztywniały od chłodu to jeden nie omieszkał pie########nąć zalewając mnie i podłogę przyczepy sporą ilością wody

... już się na nim zemściłem... zastępując go innym...
Słowem - udało się nam przegonić zimę! Niektóry meteorolodzy mówią że już w maju będziemy biegać w krótkich spodenkach i klapkach po tym śniegu!